|
Okazja tygodnia
|
 |
|
Matka (Jodie Foster) i córka wracają z Berlina do domu. Dziecko niespodziewanie znika, a nikt z pasażerów samolotu nie przypomina sobie, by dziewczynka w ogóle znajdowała się na pokładzie...
Dodatki: dokument o realizacji, dokument "Napięcie w kabinie: Projekt samolotu".
Dźwięk: Dolby Digital 5.1
Obraz: 2,35:1
Dystrybucja: Imperial
|
Wasze opinie o filmie |
|
Plan lotu naprawdę wywarł na mnie wrażenie. Myślę, że fabuła została genialnie dopracowana. Co kilka minut zaskakiwałem się własnymi myślami i podejrzeniami, snutymi w celu rozwiązania wątku. Thriller inny niż wszystkie. Polecam. Mam jednak pytanie: Dlaczego Judie widziała mimo wszystko Arabów w sąsiednim oknie jeszcze w Berlinie? |
|
Jak to często bywa w filmach z zamkniętą przestrzenią, powodzenie Planu Lotu zależy przede wszystkim od aktorów. Wybór Foster do roli Kyle nie mógł być lepszym posunięciem. Foster jak mało kto potrafi zagrać kobietę silną i zdeterminowaną w swoim działaniu. W skromnym ubraniu i śladowym makijażu jest po prostu nieprawdopodobnie autentyczna. Gra kobietę walczącą o rodzinę, momentami jednak sama nie jest pewna, czy osoby wmawiające jej, że jej córka nie żyje, nie mają racji. I przede wszystkim dzięki niej ten film ogląda się tak dobrze. Nie zawodzą jednak także aktorzy drugoplanowi. Przede wszystkim należałoby wymienić tutaj Seana Beana, grającego kapitana samolotu. Kapitan, początkowo aktywnie pomagający w poszukiwaniu małej dziewczynki powoli zdaje się przekonywać, że cała sytuacja została wymyślona w głowie naszej bohaterki. W jaką intrygę zostaje później wplątany zdecydowanie nie zdradzę. Szkoda mi tylko, że Bean tak sporadycznie pojawia się na ekranach kin, bo jak magnes może przyciągać do siebie widownię…w większości żeńską, ale nie tylko. Minusem Planu Lotu może być nieco standardowe zakończenie. Jeszcze jedna uwaga… Ci, którzy w najbliższym czasie wybierają się w podróż lotniczą niech lepiej poczekają z wizytą w okolicznym multipleksie. Później ta podróż może nie być równie przyjemna jak w pierwotnych planach. Wyobraźnia przecież lubi podsuwać nam różne, bardzo sensacyjne obrazy… |
|
Jodie Foster jako matka nie jest może do końca przekonująca, za to neurotyczkę gra perfekcyjnie. Jest jedna rada przed projekcją: nie należy nic czytać o fabule. Kompletnie nic. Mnie Plan lotu zaskoczył. Spodziewałem się innego rozwiązania akcji, a to co przewidział scenarzysta było naprawdę niezłym ciosem między oczy. |
|
Tylko co najmniej dziwne, że Jodie mogła sobie swobodnie, w taki sposób jak to czyniła, bezkarnie hasać po tym samolocie. Po znanych wydarzeniach z Twin Towers, to - w realiach - kobiecinka, jako potencjalna terrorystka, zostałaby przez ochronę natychmiast obezwładniona i bezpiecznie wyeliminowana ze społeczności tego odrzutowca na okres co najmniej do końca trwania lotu i oczywiście wylądowania na ziemi. |
|
Zawsze żałuję, że filmy typu "Plan lotu" to w zasadzie dzieła jednorazowego użytku, zbudowane na świetnym, ale jednotonowym pomyśle. W trakcie projekcji śledzi człowiek intrygę z zapartym tchem, ale przecież po rozwiązaniu tejże, trudno się przy ponownej projekcji angażować emocjonalnie w fabułę. Efektowna konstrukcja dźwigana przez Foster i budowana wokół Foster. Tyle, że to przecież kino akcji, więc głębie, dylematy psychologiczne bohaterki są iluzoryczne i czysto funkcjonalne. W każdym bądź razie nie są na tyle nośne, by wraz z kolejną projekcją otwierać przed nami jakieś nowe pola interpretacyjne, dające szanse skupienia uwagi na czymś innym niż znana już intryga. Obejrzeć, zapomnieć. |
|
Trailery były zachęcające (jak to trailery), z zapowiedzi wynikało, że to będzie dobry film, murowany pewniak do kasowych rekordów, a tymczasem znów okazało się, że w tej całej masowej produkcji filmów za filmami, Hollywood osiągnęło już ten moment, w którym kręcenie kolejnych filmów przychodzi z zupełną łatwością, a co więcej efekt tego momentami jest naprawdę fajny, ale sumując wszystko ze sobą okazuje się, że jeden film nie różni się zbytnio o drugiego, a nad wszystkim wisi widmo przeciętności. No i z "Flightplan" jest zupełnie tak samo. Niby thriller, niby zajmujący, niby ekscytujący, a tymczasem n akoniec okazuje się, że to kolejny, niewybijający się z szeregu filmik, którego nie była w stanie uratować nawet Jodie Foster (która zresztą chyba odzwyczaiła się od grania w filmach, bo coraz rzadziej ją można tam zobaczyć - ewentualnie mnie omijają filmy z jej udziałem) momentami wyglądająca jak babcia tej znikającej dziewczynki. Jakieś plusy potrafię znaleźć, ale minusów jest więcej, a właściwie jeden, ale poważny. Plus jest taki, że lepsze to wszystko od bliźniaczego "Red Eye" Cravena (zawsze to jakiś plus, gdy można bez problemu odnaleźć kilka gorszych filmów). No, a minus jest taki, że cały ten film jest tak bardzo naciągany, że aż nieprawdopodobne, że ktoś myślał, że widzowie się na tę całą, pożal się Boże, intrygę, nabiorą (nabrał się ktoś?). Może to i dobre było na etapie pomysłu ("weźmy Jodie Foster, wsadźmy ją do samolotu razem z córką, a potem ta córka zniknie! full wypas, nie?"), ale niestety na etapie rozwinięcia pomysłu w film, wyszła naciągana przeciętność (spoilery zostawię na inną okazję, bo recka to nie miejsce na psuje). Zresztą zarówno Jodie, jak i pozostałe gwiazdy filmu Peter Sarsgaard (strach lodówkę otworzyć!) i Sean Bean, sprawiały wrażenie jak gdyby za karę znalazły się w tym samolocie donikąd. |
|
Początek filmu bardzo dobry. Trzyma w niepewności co do chociazby gatunku filmu. Nie wiadomo czy to thriller, dramat, sensacja. To wszystko pięknie do momentu zaginięcia dziewczynki. Przez cały czas odnosiłem wrażenie, że zaraz wejdzie McGyver... Po prostu żenada! Czyli z grubsza biorąc: "jak to mały Kazio terrorystów i innych lobuzów na lasso złapał i na milicję zaprowadził" A inaczej mowiąc scenariusz to bezładnie posklejane fragmenty jakiś pomysłow do sensacyjnych seriali dla czternastolatków i to posklejanych kiepskim lepiszczem. A sprawa "arabów" podgladaczy to już prawdziwa katastrofa. O zakończeniu już przez grzeczność mówić nie będę. Aż dziw, że ktoś to w wytwórni przepuścił. Chodź wiele osób uważa i pewno nie bez racji, że teraz na każdym knocie można zarobić. Przy tylu mozliwościach dystrybucujnych jest to możliwe. No i Jodie Foster... czyli przegląd tych samych min i ruchów jak w innych filmach z jej udziałem. Nigdy nie byłem zbytnim zwolennikiem jej gry ale teraz to przegieła... albo olała sprawę. Reasumując: nie warto tego oglądać. McGyvera znowu przecież odświeży nam TVP po raz milionowy. |
|
|
|
Hity z importu
|
 |
|
Nowe "Obłędne ceny"
|
 |
|
Wielka wyprzedaż trwa - ponad 100 tytułów
|
 |
|
QDVD i inne unikaty
|
 |
|
Megawyprzedaż Disneya
|
 |
|