|
Okazja tygodnia
|
 |
|
Dahlia Williams (Jennifer Connelly) chce rozpocząć nowe życie: niedawno rozstała się z mężem, ma nową pracę i nowe mieszkanie w budynku na Roosevelt Island w Nowym Jorku. Zamierza poświęcić się karierze zawodowej, lecz przede wszystkim opiece nad swą pięcioletnią córką, Ceci. Gdy sprawa rozwodowa przybiera coraz bardziej bolesny przebieg, Dahlia przekonuje się, że w jej mieszkaniu dzieją się dziwne rzeczy. Z apartamentu na górze dobiegają zagadkowe odgłosy, w sypialni pojawiają się kałuże wody. Granice pomiędzy realnością a - być może - przywidzeniem stają się coraz bardziej nieostre...
Dodatki: dokument "Pod powierzchnią Dark Water", dokument o twórcach filmu, materiał "Sound of Terror", analiza wybranych scen, sceny usunięte.
Dźwięk: Dolby Digital 5.1
Obraz: 2,35:1
Dystrybucja: Imperial
|
Wasze opinie o filmie |
|
Byłem bardzo ciekaw jak Amerykanie zrobili remake jednego z najlepszych filmów grozy. Nie byłem nastawiony zbyt dobrze. Pomyślałem przed seansem, że film będzie nafaszerowany tak samo jak The Ring i The Grudge efektami specjalnymi, co bardzo psuje klimat. Okazało się jednak, że dzieło to ma o wiele mniej komputerowych scen niż w przypadku poprzednich remaków. Film ma bardzo specyficzny klimat, lecz już nie tak dobry jak w oryginale. Dzieło Hideo Nakaty było o wiele smutniejszne i o wiele bardziej przerażające. Największym właśnie minusem filmu amerykańskiego jest to, że wcale nie straszy. Myślałem, że film się rozkręci i jeszcze zasmakuję się w grozie, a tu nic. Od początku do końca można powiedzieć, że produkcja ta nie ma żadnych strasznych scen. Jeżeli już ma, to w ogóle nie robią wrażenia na widzu. To chyba największy minus tego filmu. Bo jak można pójść na horror i się na nim nie bać? A oto wypowiedź jednego z krytyków filmowych w Ameryce. ''Dark Water - Fatum'' to po części thriller, po części historia o duchach. Spowoduje, że szybko znajdziesz się na skraju fotela. Jeśli nie wierzysz w duchy, to bardzo możliwe, że po obejrzeniu tego filmu zmienisz zdanie. Nazwać ten film ''przerażającym'' to doprawdy niedomówienie! Od czasu ''Szóstego Zmysłu'', żaden film nie był w stanie wzbudzić tak wielkiej grozy. Clay Smith, Acces Hollywood. Pan Clay moim zdaniem nie wie co pisze. Albo po prostu nie widział oryginalnego Dark Water, lub na prawdę nie oglądał przerażającego filmu. Pisać o tym, że Dark Water - Fatum straszy nas co chwilę jest po prostu bzdurą. Takich ludzi niestety w Ameryce jest stosunkowo za dużo i czas moim zdaniem z tym zmienić. Takie wypowiedzi tylko mieszają w głowach ludzi, a jakiś nastolatek może w to na prawdę uwierzyć. Przechodząc do oceny filmu, tym razem będę bardziej surowy. Dzieło to niestety nie ma wzasadzie tajemniczości. Gdy w oryginale mieszkanie z którego dobiegały dziwne odgłosy był do końca filmu wielką tajemnicą. Tym razem reżyser spróbował już prawie na początku filmu nam wszystko pokazać. Z kolei duch zmarłej dziewczynki, gdy w japońskim horrorze nawet na końcu nie miał pokazanej twarzy i od razu wiąże się to z jej tożsamością. Autorzy remaku postanowili już w połowie filmu pokazać osobowość ducha. Tylko po co to wszystko? Dlatego film ten nie zaskakuje nas tak bardzo jak oryginał. Opisując jego dalsze wady. Produkcja ta za bardzo skupia się na bohaterach drugoplanowych. Zamiast bardziej rozwinąć historię głównej bohaterki film opisuje ludzi z jej otoczenia. Wiele scen w tym filmie jest dosłownie ściągniętych z oryginału. Dlaczego reżyser nie zrobił w całości czegoś nowego? Mógł się zdecydować, czy zrobić dokładną kopię Dark Water, ale tak jak mu się to podoba. Albo tylko opierać się na historii i zrobić zupełnie coś innego. Wydaję mi się, że poszedł po prostu na łatwiznę. Następny jego minus jest to, że jeżeli już twórcy chcieli pokazać w ostatnich piętnastu minutach dramat, to dlaczego nie zrobili tego w całej okazałości. Przypomnijcie sobie ostatnie sceny w filmie Hideo Nakaty, tam można było aż się poryczeć ze smutku. Tutaj widać, że twórcy chcieli dorównać scenom z oryginału, ale niestety im się to nie udało. Przejdźmy teraz do walorów filmu. Duże brawa należą się aktorom. Jennifer Connelly może się ubiegać o Oscara w tegorocznych lub następnych rozdaniach nagród. Zagrała moim zdaniem bardzo dobrze i nie pokazała się od strony pustej, amerykańskiej kobiety. Tak samo jej córka w filmie, choć miała zaledwie pięć lat, swoją rolę odegrała profesjonalnie. Kolejnym plusem filmu jest muzyka. Na pewno nie dorównuje poprzedniej wersji, ale miło jej się słucha. Szczególnie jeżeli zakupicie sobie soundtrack z tej produkcji, polecam dwa przepiękne utwory : numer 2 i 14. Lokacje także zostały odpowiednio dobrane. Czuć aż ze ścian tą wilgoć, która w przenośni dotyka naszego ciała. Ostatnim plusem filmu jest to, że bardzo starannie zostały pokazane losy matki i córki. Widzimy na ekranie bardzo realnie dramat pomiędzy nimi. To zasługuje na duże brawa. Jest to na pewno jeden z lepszych remaków tego roku. Jeżeli nie potrzebujesz się bać, to film będzie wprost stworzony dla ciebie. Jeżeli jednak oczekujesz od tej produkcji grozy, to lepiej o tym zapomnij. Dark Water - Fatum jest bardziej thrillerem niż horrorem. Moim zdaniem jest o wiele gorszy od filmu Hideo Nakaty. Ale warto go zobaczyć, dla swojego zaspokojenia ciekawości. Na pewno te prawie dwie godziny nie będą zmarnowanych czasem. Jeżeli uważasz, że w filmie się liczy bardziej gra aktorów, to zapraszam serdecznie do seansu. Tym bardziej, że produkcja ta jest stosunkowo nowa i swoją premierę w Polsce miała 19 sierpnia. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia. (Recenzja napisana własnoręcznie, użyta min. na mojej domowej stronie www). |
|
Film mnie totalnie rozczarował! Nudy okropne! Nie można go nawet porównywać z The Ring. Fabuła się strasznie ciągnie, główna bohaterka sprawia wrażenie naćpanej i najchętniej życzyłbym jej śmierci już w 20 minucie filmu! Poza tym przewidywalny i denerwujący! Osobiście nie polecam, ale najlepiej obejrzyj i sam oceń!Pozdrawiam |
|
Nie wiem czy może być bardziej klimatyczny film niż The Ring! Nie wiem o jakie efekty specjalne ci chodzi, bo za wile ich nie było, a co do japońskiego Dark Water to okropna nuda! Już o klimacie nie wspomne, którego wg mnie wogóle nie było! Nie wiem co może być przerażającego od Ringu np?! No na pewno nie Szósty zmysł, który chyba jest najgorszym filmem jaki kiedykolwiek widziałem |
|
Widzialem dwie wersje i na amerykanskiej strasznie się wynudzilem, ale nie zwykłem wychodzic z kina. Juz lepiej drugi raz obejrzec wersję japońską. |
|
Jestem wielkim miłośnikiem kina grozy także pamiętam że z wielkim entuzjazmem zabrałem sie kiedyś za oglądanie bodajże najsłynniejszego japońskiego horroru the ring.Potem była klątwa i wreszcie czas przyszedł na dark water.Po pierwsze ludzie którzy zrobili wyżej wymienione filmy nie mają pojęcia jak kręcić horrory.Filmy są wyjątkowo przereklamowane ,nudne i za bardzo nie wiem dla jakiej publiczności skierowane .Jeżeli ktoś nie oglądał jeszcze takiego dzieła kinomatografii polskiej jakim jest wilczyca to niech go skonfrontuje z jednym z trzech wymienionych wyżej filmów.Wilczyca w porównaniu z ringiem czy dark water to arcydzieło .Tyle na ra |
|
Gdy za horror bierze się ktoś, kto kręcił wcześniej filmy łechtające snobistyczną nowojorską krytykę, jest rzeczą oczywistą, że powstanie z tego tak zwany 'psychologiczny thriller'. Czyli wykreślone zostanie Nieznane, a procesy kształtujące fabułę rozgrywać się będą w głowach bohaterów. Głównym zarzutem wobec 'Fatum' jest to, że brakuje w nim grozy. Przez pierwszą godzinę emitowane są jedynie mgliste sygnały, że dzieje się coś nienaturalnego, a i potem wszystko zostaje zracjonalizowane i objaśnione. Dzięki obsadzeniu akcji na nowojorskiej Roosvelt Island, zapomnianym zakątku pełnym blokowisk, mamy zapewione środowisko podobne do chicagowskiego Cabrini Green, które zaprezentował widzom Bernard Rose w 'Candymanie'. Świetne są zdjęcia, bardzo dobrze gra Connelly, jednak to balansowanie pomiędzy dramatem rodzinnym a - może nie tyle nawet horrorem, co surrealistycznym kabaretem grozy, jaki za najlepszych lat uprawiał Polański - nie zawsze wychodzi 'Fatum' na dobre. To rzecz za bardzo wykalkulowana, wymyślona jako kasowy wehikuł dla Sallesa, mający go w dobrym stylu wprowadzić na amerykański rynek. Brak typowej dla dobrych horrorów żarliwości, chęci zburzenia utartych poglądów. Na Polańskiego powołują się w dodatkach niemal wszyscy od producentki aż do samego Sallesa, który za młodu mieszkał w Paryżu ponad kinem, gdzie rzekomo pokazywano 'Wstręt' czy 'Matnię'. Głównym producentem 'Fatum' jest Bill Mechanic, czyli były prezes 20th Century Fox. W 2000 roku został zwolniony z tego zaszczytnego stołka, rzekomo z powodu 'Fight Clubu', do którego powstania osobiście doprowadził - a był to film sprzeczny z ideałami wyznawanymi przez właściciela Foksa, Ruperta Murdocha, a przy okazji bardzo drogi i co gorsza naznaczony klęską w boxoffisie. Od kilku lat Mechanic próbuje więc sił jako niezależny producent. Widzimy go w dodatkach, wypowiada się bardzo sensownie. Dokumenty trwają łącznie około godziny. Dowiadujemy się, że jednym z powodów wyboru Connelly był fakt, że jest ona matką dwójki dzieci. Salles chciał mieć na planie prawdziwą matkę, a nie kogoś takiego jak Jodie Foster, kto musi udawać macierzyńskie uczucia. Jeszcze raz powtórzę, że Connelly naprawdę świetnie gra neurotyczkę, dla której córka jest całym życiem i której postać jest naszkicowana w scenariuszu jako główna winna rozpadu małżeństwa. Spora część ekipy to dawni współpracownicy Sallesa, sprowadzeni przez niego do USA. Scenariusz napisał Rafael Yglesias, czyli twórca skryptu do 'Śmierci i dziewczyny' Polańskiego. Jeśli zapomnieć o tym, że oryginał 'Dark Water' był horrorem z krwi i kości i nastawić się na dramat opowiadający o samotnej matce mieszkającej na samotnej Roosvelt Island, gdzie wiecznie pada deszcz, film ogląda się z przyjemnością. Spośród dzieł Polańskiego najbardziej przypomina 'Wstręt', tyle że oczywiście jest znacznie 'czystszy' i ogładzony. |
|
Jennifer Connelly ma rzeczywiście dwójkę dzieci. Zdziwiłem się, że ojcem drugiego z nich i zarazem mężem aktorki jest Paul Bettany. Jakoś mi do siebie nie pasowali :-) |
|
Zupełnie inaczej odbieram film z Conelly niż osoby, które zamieściły tu wcześniej swoje komentarze.
Japońską wersję obejrzałam tylko dlatego, że zachwycił mnie amerykański remake. Kilka razy omal nie wyszłam z kina, tak byłam przerażona i do tego stopnia nie byłam w stanie wytrzymać napięcia budowanego powoli bardzo skromnymi środkami.
Przypuszczam, że niemały wpływ na mój odbiór mialo to, że mam córkę w wieku Ceci i sama ją wychowuję. Rozumiem sytuację bohaterki, którą gra Conelly, a relacja matka-corka pokazana w filmie jest zachwycająca. Cudowna gra obu pań.
Obejrzany później japoński oryginał nie zrobił na mnie (w przeciwieństwie do "Ringu") niemal żadnego wrażenia. Za duże róznice kulturowe, zbyt obce, "azjatyckie" relacje rodzinne.
"Dark Water: Fatum" jest chyba najbardziej przerażającym filmem, jaki widziałam. I rewelacyjnie zagranym.
Och, i jeszcze jeden walor tego filmu: kapitalna rola Tima Rotha. |
|
Hm, ciekawie rzekłaś :O Po raz kolejny okazuje się jak szerokie spektrum wrażeń mogą budzić horrory. Na pewno zgadzamy się w niskiej ocenie japońskiego 'Dark Water'. Też mi tam przeszkadzało wyrażanie emocji językiem słowików, a ponieważ sytuacja powodowała, że bohaterowie stawali się poddenerwowani, zupełnie nie dało się słychać jak się przekrzykują. Natomiast oglądając 'Fatum' naprawdę bałaś się już podczas pierwszej godziny? Przecież tam nie ma żadnych poważniejszych sygnałów, że naciąga coś bardzo złego! Jasne, dom w którym odźwiernym jest Pete Postlethwaite, od początku może budzić podejrzenia, ale jest to zagrożenie w stylu tego, jakiego doświadczył Matthew Broderick w 'Telemaniaku', gdy połapał się kto mu będzie regulować kablówkę. Poza tym powoli okazuje się, że za cały rozpad rodziny główną winną jest Connelly, przez co jej psychoza się pogłębia, a widz zostaje pozostawiony w tym filmie całkowicie samotny. Absolutnie nie stawiam 'Fatum' zarzutu, że brak w nim posoki. Jestem już zmęczony przemocą w horrorze i straszne chciałbym zobaczyć stylowy, gotycki horror, taki jak 'Nie oglądaj się teraz' czy 'Frankenstein musi zginąć'. Tylko chcę zobaczyć jak z jakiejś omszałej krypty albo zaświatów wypełza Nieznane, prześladujące zmagającego się z nim bohatera. Mniej mnie interesuje jak jakaś nadwrażliwa babka zostaje tak zahukana przez byłego męża i pechowy splot okoliczności, że zaczyna widzieć czarną wodę buchającą z kranu. |
|
Zaczęłam się bać w momencie, kiedy bohaterki weszły do bloku, w którym wynajęły ostatecznie mieszkanie. Groza narastała stopniowo - od momentu jazdy windą - już wtedy przytrafia się przecież coś, co wskazuje albo na obecność "czegoś" spoza naszej rzeczywistości, albo na niezrównoważenie Dhalii.
Ta scena wywarla na mnie wrażenie zapewne także dlatego, że parę tygodni wcześniej czytałam "Domofon" Miłoszewskiego, a tam winda jest bardzo szczególnym miejscem...
Napięcie potęguje montaż (zdziwiłam się oglądając wersję japońską, że praktycznie skopiowane zostały pewne ujęcia, np. ruszająca winda sfilmowana od spodu). Do tego dziwaczny dozorca, migające świetlówki, a w koncu zniknięcie z mieszkania Ceci. Niby nic się nie dzieje, wszystko racjonalnie można wytłumaczyć. Podobnie jak w "Dziecku Rosemary".
Nie wiadomo, co dzieje się naprawdę, a co jest wyłacznie dziełem wyobraźni Dhalii i jej córki. To też jest przerażające. Bo jeśli Dhalia jest niezrównoważona, to czy potrafi na tyle kontrolować swoje zachowanie, że nie skrzywdzi swojego dziecka?
Co do rozpadu małżeństwa - moim zdaniem też nie do końca jest oczywiste, że całą winę ponosi Dhalia. To jej mąż wiąże się z inną kobietą. Podczas rozmowy o pracę Dhalia zachowuje się zaskakująco szczerze. Może ta szczerość w związku była zbyt bolesna? Jej kontakty z byłym mężem ewoluują - od wściekłości i żalu do subtelnej zapowiedzi przyjaźni, kompletnie pozbawionej podtekstu erotycznego. Reakcja męża Dhalii wzkazuje, że potrzebował czegoś w rodzaju przebaczenia? rozgrzeszenia? W każdym razie przynosi mu to ulgę. Skoro tego potrzebował, nie mógł być do końca w porządku. Zresztą w takich sytuacjach chyba nie ma niewinnych. To zostało bardzo ładnie rozegrane w amerykańskim scenariuszu i zgrabnie zagrane.
A finał (znowu winda) po prostu mnie rozbroił. |
|
Film jest nudny! Zero napiecia, grozy i w ogole. Ze swietnego japonskiego pierwowzoru Amerykanie zrobili tandetny dramat. |
|
Świetny film, wykraczający daleko poza konwencję w jakiej - rzekomo - startuje. I bardzo dobrze. Nie widziałem japońskiego oryginału "Dark Water", ale mając w pamięci moje "bliskie spotkania trzeciego stopnia" z Ringu, na którym się przez pół seansu śmiałem, nabrałem sporego dystansu do fenomenu azjatyckiego kina grozy. Swoją drogą, jeśli mają powstawać na kanwie tych produkcji filmy takie jak "Dark Water: Fatum", to jestem w stanie nadal znosić tą niezrozumiałą dla mnie histerię. W zasadzie podpisuję się pod tym wszystkim co o filmie napisała wodnica:), z zastrzeżeniem, iż grozy to tam nie ma zbyt wiele. Notomiast jako dramat psychologiczny, "Dark Water: Fatum" wypada przekonująco, przede wszystkim dzięki bardzo dobrej Connelly, która całkowicie zamyka uwagę widza w kręgu przeżywanych przez jej bohaterkę problemów: zacieki na suficie przez większą część filmu naprawdę stanowią problem JEDYNIE dla hydraulika:). Adrenalina wzrasta na moment dopiero pod koniec filmu, w wiadomej scenie, ale przecież i tak ostatecznie ewoluuje ona we wzruszającą (fakt - dość dramatyczną) scenę adopcji.
Natomiast, co do pobożnych życzeń Amarota: nie liczyłbym zbyt szybko (jeśli w ogóle) na film pokroju "Nie oglądaj się teraz". Do tego, by mogły powstawać takie obrazy, potrzebna jest jakaś kolejna rewolucja kulturalna, na miarę tej z lat sześćdziesiątych. Póki co, żyjemy w zbyt wykalkulowanym świecie. |
|
zdecydowanie lepsza wersja od japonskiej. Na japonskiej zasypialam, nudna, jak flaki z olejem byla. |
|
|
|
Hity z importu
|
 |
|
Nowe "Obłędne ceny"
|
 |
|
Wielka wyprzedaż trwa - ponad 100 tytułów
|
 |
|
QDVD i inne unikaty
|
 |
|
Megawyprzedaż Disneya
|
 |
|