|
Okazja tygodnia
|
 |
|
Remake słynnego horroru z 1979 roku. Wydarzenia oparte na faktach: sześciu członków rodziny zostaje zastrzelonych w ich własnym domu. Kilka dni później do zbrodni przyznaje się Ronald De Feo Jr. Zeznaje, że zamordował swoich rodziców i czwórkę rodzeństwa. Jako motyw zbrodni podaje "głosy", które słyszał w domu. Mija rok. George (Ryan Reynolds) i Kathy (Melissa George) Lutzowie, wraz z dziećmi wprowadzają się do domu w Amityville. Wkrótce w domu ich marzeń zaczynają dziać się niewytłumaczalne i przerażające zdarzenia. Kathy zaczyna dostrzegać zmiany w zachowaniu i sposobie bycia jej męża. George z każdym dniem oddala się od rodziny.
Dodatki: zwiastuny.
Dźwięk: DTS, Dolby Digital 5.1
Obraz: 1,85:1
Dystrybucja: SPI International
|
Wasze opinie o filmie |
|
Naprawdę polecam |
|
Coś nie zgadza się w wydaniu DVD!Wydaje mi sie ze jest to sporo okrojona wersja w stosunku do kinowej!Byłem na tym filmie w kinie i jest sporo scen które w wydaniu DVD są usunięte!Nie wiem czy to jest normalne bo przeważnie jest odwrotnie!Nie ma np sceny z balonikiem w hangarze, i sceny w której George z przerażeniem otwiera dzwi w pokoju itd!!!No nie wiem, jak dla mnie to SPI dało ciała! |
|
Podbcinany czy niepoobcinany, ten film to jeden z większych shitów jakie przewinęły się w tym roku przez ekrany i teraz straszący jeszcze na DVD. |
|
Jak dla mnie film super. Lubęe horrory, ale oglądam je tylko w kinie, bo tylko tam można się bać, w domu piwko i kumple i cała atmosfera w piz... weźmie... Film super, choć koniec niewyjaśniony i trochę za szybko się skończył. |
|
Film nie wypadł aż tak źle. Moim prywatnym zdaniem wybił się ponad przeciętną. Wprawdzie twórcy zbyt inspirowali się THE SHINING, a utalentowany Rayan Reynolds mimo, iż pokazał nieco kunsztu aktorskiego (przynajmniej w porównaniu do jego poprzednich ról - zwykle komediowych), nie może przyrównywac się do niezapomnianej roli Nicolsona. Poprzedni remake twórców AMITYVILLE, to jak wiemy TEXAS CHINSAW MASSACRE - a oryginalana wersja TCM była filmem przełomowym i remake tego obrazu również musiał coś z tego mieć. W przypadku AMITYVILLE, wydawało się, że autorzy chcieli powrócić do korzeni. Teraz naprawdę trudno jest wymyślić coś tak oryginalnego, by poruszyły publike; AMITYVILLE jednak dość umiejętnie wykorzystywało ograna już schematy i przedstawili nam oryginalną historie tego nawiedzonego domu zupełnie na nowo. W TAKIM PRZYPADKU TRUDNO O ORYGINALNOŚC! Przecież nikt nie zarzucał wtórności oryginalnemu obrazowi z 1979r. |
|
Mam znajomych, którzy 2 razy podchodzili do tego filmu i nie skonczyli... ze strachu. Mnie się wydawał nieco wtórny i przypominał wspominane już Lśnienie. Na plus dobra gra aktorów. |
|
Kiepski remake dobrego filmu z lat 70. Oryginalna wersja przypadła mi do gustu po pierwszym seansie: świetny klimat i fabuła niby banalna, ale wciągająca. Miałem wielkie nadzieje na ten nowy remake, ale po wyjściu z kina już kompletnie zwątpiłem w to, że w dzisiejszych czasach można spokojnie iść do kina na horror... Nowa wersja Amityville jest w miarę wierna orginałowi, cieszy mnie bardzo, że twórcy umieścili w niej scenę w której dom wygania księdza starającego się wykonać obrządek poświęcenia domostwa atakując go chmarą much, no i niestety to wszystko co zostało z elementu satanistycznego w tej wersji Amityville.I wlasnie to mnie najbardziej zawiodło. Poza tym tanie i nudne dreszczyki, gdzie co chwile coś wyskakuje na ekranie ni stąd ni zowąd. Twórcy pobrali udane dreszczyki z orginału, chociażby świecące oczy patrzące zza okna, ale wyszło im to po prostu marnie. Co tu więcej pisać "The Amityville Horror" z 1979 roku to klasyk, a nowa wersja to marny straszak na jeden seans. |
|
Porządny choć, niemal kopiujący oryginał horror. Fabuła niemal dokladnie ta sama co w filmie z 1979 roku. Tamten tytuł juz może sie trochę zestarzał, choć nadal jest dobrym filmem, podobnie jak remake. A swoją drogą ,chciałbym wiedzieć czy jakiś dystrybutor wyda oryginalne wersje, nie tylko Amityville ale także np. Miasteczka Salem. |
|
Oglądając najnowsze filmy mające za zadanie przestraszyć widza, zadaję sobie pytanie, co jest najważniejszym elementem dobrego kina grozy XXI wieku? Odpowiedź jest prosta. Nie jest to bynajmniej sam film, tylko jego trailer. Zapowiedź kinowa budzi strach, wciska w fotel i sprawia że jesteśmy bardziej niż skłonni wydać równowartość 4 godzin pracy za minimalną stawkę w Polsce i (nie) dać się przestraszyć... "Amityville" zainteresował mnie właśnie swym zwiastunem. Szybki jak teledysk, wypełniony krótkimi, najstraszniejszymi scenami i pulsującymi dźwiękami, dawał nadzieję na dobrą rozrywkę. Swojej obietnicy jednak nie spełnił. "Amityville" to przede wszystkim typowa amerykańska produkcja, która najbardziej razi strasznie przewidywalną fabułą. Niemalże od pierwszej minuty można celnie zgadnąć, co stanie się za chwilę i jaki będzie finał. Klisza goni kliszę. Mamy tu również mieszankę wielu innych horrorów, jak choćby "Trespassing", "Siły strachu", "Ducha", "Lśnienia" itd., itp. Krótko mówiąc, oglądając "Amityville" czułem się jakbym jadł zupę z resztek wczorajszej kolacji. Film, jako że ma fabułę prostą i nie trzyma w napięciu, może straszyć ujęciami, dynamicznym ruchem kamery, ostrym dźwiękiem, szybkim montażem czy turpistycznymi stworami. Tak też jest, typowe amerykańskie straszenie montażem. I to tyle jeżeli chodzi o horrorowatość tejże produkcji. Stawiam ją niżej niż "Teksańską..." czy "Drogę bez powrotu", choć to podobna klasa amerykańskich filmów grozy. |
|
Młodzież z trądzikiem - marsz do kina. Najlepiej z dziewczyną. Reszta - do wypożyczalni po VHS z pierwowzorem. |
|
Właśnie obejrzałem zagraniczne wydanie "Amityville" z roku 1979. Powiem tak: wystarczy zerknąć na kartę tytułową oraz wsłuchać się w muzykę, która towarzyszy filmowi, by zrozumieć, na czym polega różnica. Ścieżka dźwiękowa pozostawia niezatarte wrażenie. Mam nadzieję, że zarówno ten, jak i inne obrazy z "dawnych czasów" zostaną wkrótce wydane na polskim rynku. |
|
Po obejrzeniu mam inne spojrzenie na muchy :D Momentami śmieszny ten film,pierwsza część z 1979 super :) Remake to próba żerowania na czymś niemalże doskonałym jeśli chodzi o horror,niewątpliwie pierwowzór jestem z jednym z najlepszych horrorów,jakie wogóle nakręcono....a co do pozostałych części Amityville to chyba można wspomnieć tylko o dwójce i trójce,reszta to tylko wspomnienia o nawidzonym domku,albo opowieść o zegarze z nawiedzonego domu :D |
|
Szkoda, że tacy dystrybutorzy jak SPI bawią się w wydawanie filmów na DVD. Powyższa płyta jest kolejnym już kiepskim żartem ze strony tej firmy. Wydanie DVD pozbawione jakichkolwiek porządnych dodatków, które stanowiłyby dodatkowy bodziec do kupienia/wypożyczenia filmu. Nie liczę zwiastunu, który można bez problemu znaleść w internecie. Dlaczego większość polskich wydań jest tak beznadziejna? Dlaczego nie mogę obejrzeć żadnych materiałów dodatkowych, które dostępne są w zagranicznych wydaniach? |
|
Wydana po raz pierwszy w 1976 roku historia Lutzów sprzedała się w milionach kopii. Opisywała 28 dni spędzonych przez tą rodzinę w spokojnym miasteczku na Long Island - w domu, którego okna wyglądały jak oczy i który zdawał się mieć duszę. Bardzo mroczną.
Nakręcony teraz horror jest relacją z wypadków, jakie miały spotkać prawdziwych Lutzów w Amityville, a jednocześnie remakiem produkcji Stuarta Rosenberga z 1979 roku. Fabuły nie trzeba streszczać, bo jest ona niemal identyczna jak w każdym opowiadaniu o nawiedzonym domu, począwszy od Shirley Jackson i jej klasyka „Haunting of Hill House”. Nowa wersja „Horroru Amityville” powstała w wytwórni Michaela Baya, tej samej, która przygotowała remake „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Na stołku reżyserskim posadzono Andrew Douglasa, byłego twórcę teledysków i reklamówek, mającego także na koncie karierę w BBC. Rękę dokumentalisty widać zwłaszcza w monochromatycznych „strumieniach świadomości” bohaterów. Pojawiające się jak błyski flasha obrazy, filmowanie z ręki – jest to ten sam styl, jaki wykorzystał Paul Greengrass w „Krucjacie Bourne’a”. W każdym filmie o nawiedzonym domu muzyka odgrywa ważniejszą rolę niż w jakimkolwiek innym rodzaju horroru. Bohaterowie słyszą odgłosy i mają omamy, ale niewiele jest w tym materialnych zdarzeń, więc ekran wypełniają oniryczne wizje unoszone barokową muzyką. Od strony plastycznej, podobnie jak „Teksańskiej masakrze” nie można „Amityville” nic zarzucić. Cóż więc trzeszczy w tych mechanizmie? Brak przede wszystkim kulminacji! Lutzowie sami z siebie nie robią niczego, żeby wyzwolić się z emitowanych przez dom mocy. Oczekujemy dramatycznej walki z siłami ciemności, a skończy się to na kilku rodzinnych kłótniach, niegroźnych incydentach jak chodzenie po dachu czy wypluciu przez pana domu mięsa podczas obiadokolacji. Był to także błąd wersji Rosenberga, która dodatkowo wprowadziła parodystyczne nutki, gdyż księdza-egzorcystę grał tam błaznujący Rod Steiger, kompletnie dezorientując widza.
Prawdziwy George Lutz żyje do dziś, prowadzi dwie strony internetowe, na których dostarcza nowości o domu z Amityville. To ewenement, żeby ktoś tak żarliwie opowiadał wszem i wobec o swoim dawnym opętaniu. Oparty na historii jego życia „Horror Amityville” to kulturalnie zrobiony film grozy, w którym ową grozę zastąpiono niestety jedynie namiastkami. Scenarzyści dopisali swoje trzy grosze do finału, podając inspirowane Stephenem Kingiem wyjaśnienie nawiedzenia Amityville. Tak dla pewności, żeby wcinający popcorn nastoletni widz nie zabłądził w nieznane. |
|
|
|
Hity z importu
|
 |
|
Nowe "Obłędne ceny"
|
 |
|
Wielka wyprzedaż trwa - ponad 100 tytułów
|
 |
|
QDVD i inne unikaty
|
 |
|
Megawyprzedaż Disneya
|
 |
|