|
Okazja tygodnia
|
 |
|
Akcja rozpoczyna się w okupowanej przez Niemców Francji, gdzie Shosanna Dreyfus (Mélanie Laurent) jest świadkiem egzekucji swojej rodziny z rozkazu nazistowskiego pułkownika Hansa Landy (Christoph Waltz). Cudem unikając śmierci, Shosanna ucieka do Paryża, gdzie przyjmuje nową tożsamość, jako właścicielka i operatorka niewielkiego kina. Tymczasem, gdzieś w Europie, porucznik Aldo Raine (Brad Pitt) organizuje elitarną grupę żydowskich żołnierzy, których zadaniem ma być krwawy odwet na nazistach. Nazwani "Bękartami", ludzie Raine'a łączą swe siły z pracującą dla aliantów aktorką Bridget Von Hammersmark (Diane Kruger) i wspólnie planują zamach na kluczowych przywódców Trzeciej Rzeszy. Losy wszystkich zbiegną się w kinie, w którym także Shosanna zamierza dokonać własnej zemsty!
Dodatki: sceny usunięte i niewykorzystane, film propagandowy - Nations Pride, zwiastuny.
Dźwięk: Dolby Digital 5.1
Obraz: 2,40:1
Dystyrbucja: TIM Film Studio
|
Wasze opinie o filmie |
|
Prawie się zgodzę z porucznikiem Aldo Raine’em, że wyszło arcydzieło. I „prawie” w tym przypadku nie robi wielkiej różnicy, bo „Bękarty” śmiało można postawić obok „Jackie Brown” i „Pulp Fiction”. Dorównują im pod każdym względem, czy to mistrzowskiej formy, czy kapitalnych dialogów, czy wreszcie znakomitych, głęboko zapadających w pamięć, niepapierowych bohaterów (tylko taki geniusz jak Tarantino potrafi w jednym ujęciu redefiniować postać!). Chyba film roku. |
|
Po Pulp Fiction najlepszy film Tarantina !! Nie mam nic do zarzucenia dla filmu chociaż bym nie marudził napewno jakby film byłby jeszcze dłuższy, więcej mile spędzonego czasu by było :) Polecam !! |
|
"Bękarty wojny" nie są filmem tak dopracowanym jak "Pulp Fiction". Widać szybki montaż, żeby zdążyć na festiwal w Cannes, widać że coś trzeba było wyciąć kosztem metrażu filmu, jest też trochę scen nie pasujących za bardzo do całości takie jak wszystkie wstawki z lektorem z offu (pojawiają się bez ostrzeżenia i bez sensu), czy historia Hugo Stiglitza zapowiedziana przez dupny napis. Owszem, fajne to jest i zabawne, ale do filmu nie pasuje. Od początku mamy ładna i spójną narrację, aż tu nagle jakieś dziwolągi ją zakłócają, żeby za minutę wrócić do sedna. Podejrzewam jednak, że film trwałby ze cztery godziny, żeby wszystko bylo spójnie, jasno i sensownie. No ale cóż, to zrzucę jednak na Tarantino, że nie umiał tak filmu przyciąć, żeby wyglądał jak od początku do końca przemyślany film, a nie jak wycinek większej całości (momentami!). Ostatecznie jednak dla frajdy z seansu i kliku perełek "scenowych" jak i dialogowych można oko przymknąć.
No to chyba będę już kończył, choć pewnie nie napisałem wszystkiego co chciałem. Celowo nie pisałem nic o fabule, bo jest ona tu marginalna (nie ona ma znaczenie). Ale skoro już o fabule wspomniałem, to generalnie nigdzie nie spotkałem się z sensownym jej opisem. Że oddział Bękartów skalpuje Żydów, że pomysł wzięty z "Parszywej dwunastki", że tajna misja, że to, że sro. Kaman, ich autorzy oglądali w ogóle film? Cóż tu jest wzięte z "Parszywej dwunastki"? Jakiś marginalny pomysł, który nijak nie jest motywem przewodnim filmu? Coś niby trzeba napisać, żeby ludzie wiedzieli na co idą, ale po co aż tak przekłamywać rzeczywistość filmową, kiedy tytuło bastardzi ledwie przez pół filmu może są na ekranie. A przynajmniej ci z oddziału porucznika Raine'a, bo tak naprawdę do grona tytułowych inglourious basterdów można zaliczyć każdego jednego bohatera tego filmu niezależnie od strony barykady, po której stoi. Wieśniaki, zdrajcy, ludobójcy, sadyści, półgłówki, oportuniści etc. - oto panteon bohaterów tego filmu. I może dlatego tak fajnie się go ogląda, bo nikt tu nie jest czarny, biały, ani nie jest głównym bohaterem. To tylko pionki na szachownicy odpowiednio zbijane w dogodnym momencie. 6(6)
Takoż samo jak chyba wszyscy zachwycony jestem Christophem Waltzem, czyli filmowym Hansem Landą. Wygląda jak klon Tima Rotha, a to tylko jeden z wielu jego pozytywów ;) |
|
Szczerze ? Film ogólnie mi się nawet podobał... ale ręki Tarantino w tym filmie autentycznie nie ma :/ Jedyne sceny gdzie widać styl Tarantino to scena w barze w piwnicy i scena "rozmowy" tytułowych bękartów z niemieckimi więźniami. Reszta jest strasznie pomieszana. Zgadzam się też z tym, że film został poprostu źle poskładany i, że gdyby miał być spójny to musiałby trwać z godzine dłużej. Jestem fanem Tarantino. Oglądałem wszystkie jego filmy jak i również kilka filmów z tzw "Ozploitation" (czyli filmów na których Tarantino sam mówił, że się wzorował). Jest to reżyser, który właściwie robi filmy współczesne. Druga wojna światowa nie jest poprostu jego tematem. Jest to jedno z jego najgorszych dzieł (o ile nie najgorsze). Miałem ogromne oczekiwania co do tego filmu i niestety nie spełniły się. Prawdą jest niestety to, że film poprostu nie trzyma się kupy... sceny są źle poskładane i niekompletne... często dana scena nie pasuje do momentu itd. Odnoszę wrażenie, że ktoś poprostu wymuszał pewne rzeczy na Tarantino i dlatego film tak kiepsko wyszedł. Film jest do obejrzenia, ale jako fan Tarantino uważam, że tym razem dał ciała :/ |
|
Oj bzdury opowiadasz.
Ten film jest jeszcze "bardziej" Tarantinowski niż Death Proof, czy chociażby drugi Kill Bill. Nie zauważyłem też, aby jakiekolwiek sceny były źle poskładane. Każdy rozdział filmu stanowi w pewnym sensie odrębną całość, ale wspólnym mianownikiem są oczywiście pewne wątki, które je łączą.
Scena w barze mogłaby być akurat krótsza, bo to właśnie w niej najbardziej dawały w kość dłużyzny, które - niespodzianka - wcale nie są wyznacznikami dobrego poziomu filmów Quentina. Jest to natomiast świetnie budowane napięcie (którego w filmie nie brakuje), genialnie wręcz rozpisane i zagrane postaci i masa scen-perełek, które zapadają w pamięci. A tych w Bękartach nie brakuje.
A film był dla mnie rozczarowanie, bo po pierwszych trailerach... spodziewałem się nieciekawego obrazu, bez klimatu i klasy. Po trzech seansach jestem utwierdzony w przekonaniu, że jest zupełnie na odwrót. |
|
Film strasznie pocięty i "udziwniony" - przez co traci na spójności i niestety gubi klimat. Nie jest to po prostu najlepszy film Tarantino, chociaz i tak fajnie sie go ogląda. |
|
Bez dwóch zdań.... ta sama liga co PULP FICTION... gdyby obydwa wyszły w tym samym czasie, moze nawet Bękarty podobałyby się mi bardziej... |
|
Pułkownik Hans Landa (Christoph Waltz) rządzi. I to wyraźnie rządzi. Pitt dopiero na ...drugim miejscu. |
|
AbeCe, jeśli filmy Tarantino widzisz tylko przez pryzmat Death Proof to sorka... ale... szkoda gadać. Natomiast porównywanie Pulp Fiction i Bękartów Wojny jest poprostu śmieszne. Pulp Fiction... film obsypany nagrodami (w tym tą najważniejszą) i Bękarty Wojny, które zbierają nie tylko mieszane recenzje ale również całkowicie podrzędne nagrody. Nawet na fanowskich stronach Tarantiono można poczytać o tym, że film nie został najlepiej odebrany. Film jest dobry, ale jest raczej z najniższej półki jeśli chodzi o dzieła Tarantino. Jeśli ktoś chce mówić dobrze o filmie to niech przynajmniej poda jakiś argument. |
|
Czytaj ze zrozumieniem. Porównałem tylko IB do ostatnich dwóch filmów, bo i one zbierają skrajnie różne opinie. To raz.
Dwa - co mnie obchodzą nagrody? Nie masz własnego zdania i tylko cudze opinie są dla ciebie wyznacznikiem jakości filmu?
A argumenty wymieniłem, nie potrzebuję jeszcze twojego pozwolenia (sic!), żeby móc dobrze mówić o filmie. Nie ośmieszaj się:) |
|
|
|
Hity z importu
|
 |
|
Nowe "Obłędne ceny"
|
 |
|
Wielka wyprzedaż trwa - ponad 100 tytułów
|
 |
|
QDVD i inne unikaty
|
 |
|
Megawyprzedaż Disneya
|
 |
|