|
Okazja tygodnia
|
 |
|
Emile Hirsch wciela się w rolę kierowcy rajdowego, który za kierownicą czuje się pewnie jak nikt. Speed jest lojalny wobec rodzinnego wyścigowego biznesu, którym zarządza jego ojciec, Pops Racer. Odrzucając lukratywną i kuszącą ofertę firmy Royalton Industries, Speed nie tylko doprowadza do furii jej maniakalnego właściciela, ale sprawia również, że na jaw wychodzi przerażający sekret. Speed może ocalić swoją rodzinną firmę oraz swój ukochany sport tylko w jeden sposób: musi pokonać Royaltona w jego własnej grze.
Dodatki: Spritle w Wielkiej Lidze" - wycieczka po planie filmowym z Pauliem Littem, "Speed Racer: Turbodołdowany"! - spotkanie z najsłynniejszymi kierowcami wyścigowymi i prezentacja niesamowitych samochodów i torów wyścigowych z filmu.
Dźwięk: Dolby Digital 5.1
Obraz: 2,35:1
Dystrybucja: Galapagos
|
Wasze opinie o filmie |
|
Film, to głównie akcja a większość czasu, to wyścigi po krętych torach. Patrząc na efekty i ich wykonanie muszę przyznać, że nie są miażdżące, ale trzymają wysoki poziom, jednak czego innego można by się spodziewać po twórcach. Pojawiły się także klasyczne efekty znane z animowanych serii. Nie zdradzę ich, natomiast powiem, że wyglądało to ciekawie. Od strony fabuły film zaskoczył, i o ile na samym początku miałem tendencję do „zsuwania się z fotela”, to im bliżej końca tym wszystko robiło się ciekawsze a mój organizm domagał się mniejszych ilości napojów z zawartością kofeiny.
W bohaterów wcielili się aktorzy młodego pokolenia tacy jak Emile Hirsch (tytułowy Speed Racer) czy Christina Ricci (Trixi) jednak będziemy mieli także okazję obejrzeć takie gwiazdy jak John Goodman, Susan Sarandon, czy znany z kultowego już serialu „Lost” - Matthew Fox. Hirsh, najmłodszy, nie licząc Spritle’a (w tej roli Paulie Litt) aktor w filmie, a główny bohater, wykonał kawał dobrej roboty, jednak czegoś brakowało i miejscami zauważalnie był trochę spięty. |
|
Już w czasie czołówki, gdy na ekranie ukazywane są wytwórnie, widać, że film jest kolorowy, a nawet przekolorowany. Wrażliwszego widza mogą rozboleć oczy, przez mieszające się kolorowe spirale. Wachowscy idą na całość, wchodzą całkowicie w kicz, malując cały helikopter na różowo. Momentami wydawało mi się, że nagle znalazłem się w środku szalejącej parady równości.
Aktorzy wypadli zadowalająco. Choć wszystkie postaci w tym filmie, były tak przerysowane, że role raczej nie były wymagające. Emile Hirsch, grający Speeda, wypadł nieco drewnianie, a jego filmowy ojciec – John Goodman, przypominał tatusiów ze starych i słabych filmów fabularnych. Podobnie Roger Allam to typowy czarny charakter z tychże filmów: chciwy, zły, mściwy i… gruby. Ciekawą rolę zagrał Matthew Fox, a w roli Trixie świetnie czuła się Christina Ricci.
Trudno stwierdzić dla kogo jest ten film. Pewnie spodoba się chłopcom zafascynowanym wyścigami samochodowymi, ich tatusiowie wyjdą jednak albo z bólem głowy, albo z niewyraźnym uśmiechem. I choć mamy tu kilka scen, które rozbawią każdego (np. prezentacja Łowców Głów lub nawiązania do anime), to generalnie wszyscy poza chłopcami, dla których auta to pasja, wyjdą mocno zawiedzeni.
Kto wie, może to jest przyszłość kina. W filmie było zastosowanych wiele różnych niekonwencjonalnych ujęć (twarzy przesuwające się na tle obrazów, o których właśnie opowiadają). Znajdowaliśmy się wciąż w ruchu, cały czas coś się działo, cały czas coś się kręciło, skakało, przejeżdżało, dudniło. Czy filmy sentymentalne, wzruszające i spokojne mają zniknąć? Na szczęście do tego droga jeszcze daleka. Co potwierdza fakt, że film słabo przyjął się w najbardziej chyba (może poza Japonią) nowoczesnej Ameryce.
Wachowscy w swoim żywiole. Tym filmem szokują, zaskakują i po części bawią, tworząc coś zupełnie nowego i to trzeba im przyznać. Sami jednak prawdopodobnie spodziewali się klęski, gdyż niedługo przed premierą, jeden z nich, a konkretnie Larry, rozpuścił plotki o tym, że zmienił płeć, starając się zapewne w ten sposób zwrócić na siebie uwagę.
Wyścigi przedstawione są fascynująco. Oczywiście cały czas we wspomnianej, zabójczo kolorowej, konwencji. Oprócz szaleńczej prędkości, smug świateł, kolorowych wybuchów i pętli, emocje podsyca muzyka, komentatorzy, mówiący różnymi językami świata i rozentuzjazmowana publika. Głównie ze względu na wyścigi osobom z chorobą lokomocyjną film z całą stanowczością odradzam.
Podsumowując: wielki plus za odwagę i naprawdę ciekawy styl, który może być także minusem tego filmu. Szkoda, że fabuła dość jednak ograniczona.
Już trailer strasznie zniechęcił mnie do tego filmu, jednak po obejrzeniu całości mam mieszane uczucia (nie uważam tego czasu za stracony, szczególnie, że przed projekcją filmu, mogłem wreszcie zobaczyć zwiastun "Mrocznego Rycerza" na dużym ekranie).
Młodzi pasjonaci wyścigów, którzy chcą być jak Robert Kubica, muszą ten film zobaczyć. Problemem jednak będzie to, kto z nimi na ten film pójdzie. |
|
Nigdy nie brałem LSD, ale teraz już nie muszę. Podoba mi się w tym filmie właśnie to, co odrzuca większość krytyków – psychodeliczne kolorki. Ekstremalnie psychodeliczne. Międzynarodowy zestaw gwiazd też imponujący. Szkoda tylko, że najmniej emocji wywołują same wyścigi – wiem, że konwencja, że hołd złożony oryginalnej kreskówce, że świadomy camp i tak dalej, ale jednak z każdym razem nudzi coraz bardziej. To byłby dużo lepszy film, gdyby był o te pół godziny krótszy. |
|
|
|
Hity z importu
|
 |
|
Nowe "Obłędne ceny"
|
 |
|
Wielka wyprzedaż trwa - ponad 100 tytułów
|
 |
|
QDVD i inne unikaty
|
 |
|
Megawyprzedaż Disneya
|
 |
|